Filmowe podsumowanie roku LECHA MOLIŃSKIEGO

By f1lane

heath-ledger-joker

Nie życzyliśmy Wam wszystkiego dobrego na nowy rok.

NT nie składa życzeń odkąd zrozumiało, że nie z życzeń, ale z działania należy czerpać energię do zmiany. Wierzymy, że to co wspaniałe wcale nie musi być kwestią życzeń i tyle. Dlatego w 2009 wchodzimy bez wyraźnej pompy, choć nie rezygnujemy z podsumowań, korzystając przy tym z życzliwości naszych współpracowników.

ZAPRASZAMY DO LEKTURY PODSUMOWANIA FILMOWEGO ROKU w/g LECHA MOLIŃSKIEGO. Autor większość dziennikarskiego życia strawił w minionym roku w kinach, na przeglądach i festiwalach. Proponuje 10 najlepszych obrazów 2008 – tych co widzieli – zaprasza do dyskusji, tym którzy jeszcze nie widzieli – wręcza w noworocznym prezencie listę lektur obowiązkowych do nadrobienia. Ku pokrzepieniu! W oczekiwaniu na premiery nowego roku!

Podsumowanie-> naciśnij na link rozszerzający post.

  1. „33 sceny z życia”, reż. Małgorzata Szumowska

Ekshibicjonistka, która wywlekła bezceremonialnie na użytek zewnętrzny bębechy rodzinnej tragedii. Przełamująca polskie tabu opowiadania z pietyzmem o śmierci skandalistka. Mistrzyni narracji. Fantastyczna reżyserka, pewną ręką prowadząca aktorów przez zakręty scenariusza. Autorka najbardziej nie-polskiego filmu ostatnich lat. Rodzime kino na światowym poziomie, docenione w Locarno. Heterogeniczne opinie zawierają ździebko prawdy, a złożone w całość zaskakującą wybrzmieniową homogenią.

9. „Motyl i skafander”, reż. Julian Schnabel

Od premiery tego filmu upłynęło już blisko dwunaście miesięcy, ale zadziwiająco wiele elementów z niego tkwi głęboko w mej pamięci. Przede wszystkim fascynujący bohater, genialnie odegrany przez Mathieu Amalrica. Po życiowej tragedii potrafi się podnieść, ale ewidentny heroizm reżyser ukazuje bez hollywoodzkiego lukru – dyskretnie; po ludzku, rzec by można.

8. „Across the universe”, reż. Julie Taymor

Na rozbuchany wizualnie film broadwayowskiej ekspertki Julie Taymor można narzekać, że wtórny, że nowe wersje szlagierów Beatlesów nie przekonują. Można też kupić go w całej rozciągłości. Ja akceptuję musicalową umowność i w trakcie każdego kolejnego seansu, pozwalam się unosić „Hey Jude”; „Dear Prudence”, „Oh my darling”, a „I wanna hold you hand” w wykonaniu TV Caprio, to najbardziej przejmujące wyznanie miłości do osoby tej samej płci, jakie obserwowałem na ekranie.

7. „Reprise. Od początku raz jeszcze”, reż. Joachim Trier

Debiut Norwega o znanym w branży nazwisku (brak tu jednak pokrewieństwa ze słynnym Duńczykiem) to kino zdecydowanie nie dla wszystkich. Osoby, które kiedykolwiek przejawiały ambicje pisarskie, odnajdą na ekranie własne dylematy. Inni uznają dzieło za pretensjonalny portret dwudziestokilkuletnich inteligentów. Dla mnie problemy młodych artystów – czy raczej pretendentów do tego zaszczytnego miana – ukazane zostały w „Reprise” koncertowo.

6. „Pocałunek o północy”, reż. Alex Holdridge

Komedia romantyczna spod znaku amerykańskiego kina niezależnego. Bohaterowie i historia jak z Linklatera, muzyka jak z „Powrotu do Garden State”, takich zdjęć Los Angeles nie da się z kolei porównać do żadnego innego filmu. Po seansie – wspaniałe samopoczucie, a „Pocałunek o północy”, mimo ewidentnych podobieństw elementów składowych, okazuje się samodzielną wyspą w archipelagu indie movies.

5. „Mroczny Rycerz”, reż. Christopher Nolan

W zestawieniu najlepszych filmów 2008 roku nie mogło zabraknąć „Mrocznego Rycerza”. Komiks, który zjechał na tory realizmu, zachowując przy tym swą odrębność. Kino popularne, stawiające przed widzem pytania o granice poświęcenia, o dobro i zło. Do tego Heath Ledger w taki sposób odegrał postać Jokera, że wszelkie porównywanie jego kreacji z wcześniejszym występem Jacka Nicholsona nie ma większego sensu. Psychopatyczny HL wyrugował z naszej pamięci obraz szaleńca w interpretacji JN.

4. „Joshua”, reż. George Ratliff

Film z genialnymi rolami Sama Rockwella i Very Farmigi został niesprawiedliwie potraktowany jako klon serii „Omen”. Tymczasem „Joshua” w konwencji horroru psychologicznego podejmuje jeden z najaktualniejszych tematów dzisiejszych czasów, dotychczas omijany przez filmowców. Znakomicie portretuje mechanizmy spadku zaufania społeczeństwa do podstawowej komórki społecznej i możliwe konsekwencje nieufności wobec rodziców i przedkładania nad ich świadectwo relacji dziecka. Intencje towarzyszące takiemu przewartościowaniu są słuszne, ale na ekranie widać, jakie mogą być jego skutki.

3. „Aż poleje się krew”, reż. Paul Thomas Anderson

P.T. Anderson popełnił film, o którym trzeba pisać używając WIELKICH SŁÓW. Monumentalne dzieło, epicki fresk, ponadczasowa kreacja Day-Lewisa – nie da się zaprezentować najnowszego dokonania twórcy „Magnolii”. Po prostu nie wypada.

2. „Spotkania na krańcach świata”, reż. Werner Herzog

Herzog w wersji fabularnej zjada swój dokumentalny ogon, vide porażająca bylejakością „Operacja świt”, w której reżyser podchodzi po raz wtóry do historii, którą przedstawił – o klasę lepiej – w dokumencie „Little Dieter needs to fly”. Tymczasem „Spotkania na krańcach świata” to arcymistrzostwo filmowej eseistyki. Dystans i ironia względem ekscentrycznych bohaterów, wyautowanych – raczej na własne życzenie – ze społeczeństwa. W pakiecie Herzog oferuje jeszcze obserwacje na temat współczesnego świata, relacji człowieka z naturą.

1.„Klasa”, reż. Laurent Cantet

Od kilka tygodni wykorzystuje każdą okazję, by wywyższyć najnowszy film Canteta. Nie boję się nazywania „Klasy” dziełem epokowym, stoję na stanowisku, że jesteśmy świadkami narodzin rewolucji w kinie. Laurent Cantet delikatnie wygumował granice między fabułą a dokumentem. Na razie filmowcy pamiętają, gdzie się one jeszcze nie tak dawno mieściły, więc potrafią odtworzyć je z pamięci. Ale z czasem część pewnie zapomni…

Na koniec jeszcze jedenastka filmów, dla których czolowa dycha AD 2008 okazała się nazbyt ciasna. Tytuły te nie zmieściły się w moim prywatnym topie, ale ręczę, że to pozycje godne uwagi i ze wszech miar wartościowe. W kolejności alfabetycznej:

- „2 dni w Paryżu”, reż. Julie Delpy

- „Control”, reż Anton Corbijn

- „Elegia”, reż. Isabel Coixet

- „Fala”, reż. Dennis Gansel

- „Interview”, reż. Steve Buscemi

- „Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz”, reż. Sidney Lumet

- „Once”, reż. Jonh Carney

- „Rezerwat”, reż. Łukasz Palkowski

- „Rodzina Savage”, reż. Tamara Jenkins

- „Sekrety”, reż. Alice Nellis

- „To nie jest kraj dla starych ludzi”, reż. Joel & Ethan Coen

Tagi: ,

Jedna odpowiedź do “Filmowe podsumowanie roku LECHA MOLIŃSKIEGO”

  1. admin mówi:

    Jeśli jesteś twórcą, to zapraszam do siebie!
    “Fu Try Na”
    Pierwszy Portal Społecznościowy
    Teatrów oraz Twórców Sztuki Niezależnej
    TEATR, KINO OFFOWE, MUZYKA, PLASTYKA, FOTOGRAFIA
    forum dyskusyjne – artyści z całej Polski!
    http://www.fu-try-na.pl
    WYŁĄCZNIE TWÓRCY!

Dodaj komentarz