NINA i PATRONI

By f1lane

Rita Baum, Bruno Lef Lewin, którzy przewijali się co chwilę w naszej, zeszłotygodniowej dyskusji we Włodkowica 21, to fantomy tworzące legendę “Rity” i “Cegły”, postaci fikcyjne, zbiory znaczeń, figury dające wielkie możliwości do kreatywnych żartów, happeningów “z jajem” i na poważnie…Może i Nowe Tworzywo potrzebuje takiego wymysłu? Może Nina Tworzywo – zasugerowana przez Urszulę Glensk, mogłaby zacząć “żyć” na takich samych zasadach jak jej “sąsiedzi”: Rita i Bruno ?

Jeśli piszę o tym tak otwarcie, jeśli decyduję się w ogóle na taki temat tutaj, to tym samym grzebię Ninę, zanim się jeszcze narodziła…Nina nie mogłaby pojawić się tak po prostu, jak ten post na blogu i zacząć na pstryknięcie palców (a raczej komputerowej myszki) egzystencję patronki Nowego Tworzywa…

Ale te przywoływanie figur, które gdzieś wokół wrocławskich tytułów się “kręcą”, a jest to chyba  specjalność tego miasta, ma na celu uświadomić nam, jak ważny jest duchowy i ideologiczny patronat nad każdym projektem, jak ważna jest sieć odniesień, które powodują, iż czujemy za plecami obecność kogoś, kogo możemy wypełnić znaczeniem, kogo możemy natchnąć tym co pozostaje z nas na marginesie pracy wydawniczej, który może mówić naszym językiem, trochę “za nas”, jakbyśmy chcieli się schować za jego placami i wydumanym autorytetem. W końcu – i to też trzeba podkreślić – taką semantyczną “kukłą” możemy też grać, możemy udawać, pretendować, czasem też – przecież nic nie stoi na przeszkodzie – także manipulować…Niezwykły to wynalazek… Czy NT potrzebuje takiego konstruktu?

Pozostańmy przy inspiracjach rzeczywistych, Nina (bądź ktoś inny) nie narodzi się przecież z dnia na dzień. Przecież śmiało możemy powiedzieć, że NT poprzez swój program “dodatkowy”, realizowany poza wydawnictwem, posiada już protektorów prawdziwych (nie umniejszając nic tym “stworzonym”) wprost z kart historii humanistyki. Myślę w tym momencie zarówno o Vaneigem’ie, jak i o Beuys’ie – jeden nawołuje w naszym kierunku do rewolucji życia codziennego, drugi z kolei przekonuje: Każdy (jest) artystą !

Może najpierw przetrawmy ich treści dla nas, potem – może niespodziewanie – znajdziemy swój totem, medium, swoją Ninę, Ritę, Bruna, którzy odpowiedzą na nasze jeszcze większe aspiracje i wymagania.

Tagi: , , , , ,

Odpowiedzi: 15 do “NINA i PATRONI”

  1. czaku mówi:

    Nina fajne imię, znam jedną Ninę, ale ma głupie nazwisko, którego nie przytoczę
    ł.s.
    ps ale pomysł nie jest głupi, poważnie trzeba o tym pomyśleć

  2. piotrekgawlinski mówi:

    no właśnie chciałem tu dyskusję poruszyć, czy ktoś taki jest potrzebny, czy ma to być kobieta, czy Nina?, jak ta Nina miałaby wyglądać, czy jak Nina z Tekkena, czy może jak pastereczka z Dźwięków muzyki, nie wiem, czy miałaby odpowiadać jakoś na nasze potrzeby i fantazje…

  3. Kabe mówi:

    Mieliście “tworzyć nowe”, a nie powielać schematy.

  4. Kabe mówi:

    To trochę bez sensu. Nina powstaje w wyniku zapłodnienia in vitro.
    ale jeśli miałbym podrzucić pomysł, to proponuję, żeby to nie była kobieta, ani też mężczyzna, tylko jakiś byt transgenderowy, hermafrodytyczny.

  5. piotrekgawlinski mówi:

    cokolwiek zrobimy będzie do dupy, każdy projekt będzie wiał wtórnością i powieleniem – pojawi się artykuł w prasie codziennej – znaczy się sprzedani, odwiedzimy jakąś rozgłośnie – znaczy że lans, ktoś przyuważy nas na piwku w kalamburze – lans na mieście, tym sposobem dojdziemy do ściany, nie będziemy mogli nic powiedzieć, zareagować bo okaże się że to nie pasuje – nie wynaleźliśmy prochu i to co robimy formalnie żadnym nowatorstwem nie jest – może co jedynie odstraszać, zamiast przyciągać – bardzo łatwo szufladkować, trudniej działać, łatwo zgrywać ekspertów i chłodnych krytykantów, trudniej podjąć dialog i spojrzeć w twarz, zaufać, albo przynajmniej kwestionować argumentacją, łatwiej jest po prostu stać z boku, niż w tym wszystkim siedzieć i wierzyć

  6. molinski mówi:

    Kabe, uważam, że uprawiasz niefajną krytykę. Właściwie nie krytykę a krytykanctwo. Charakteryzuje się ono tym, że osoba krytykująca polemizuje dla samej przyjemności wyrażenia sprzeciwu. Fajnie, że udzielasz się na blogu, ale wg mnie to co robisz jest małe. Najłatwiej krytykować tym, którzy nic nie robią. mimo wszystko pozdrawiam, Lechu

  7. Kabe mówi:

    Ja lubię nic nie robić. Może być krytykanctwo – okej, nie obrażam się. Mimo wszystko, Leszku drogi, ja kibicuję Wam bardzo, bo uważam, że to, co robicie jest fajne. A krytykuję – bo lubię.

  8. Kabe mówi:

    Uważam tylko, że w przypadku pisma potrzebna jest ewolucja, a nie rewolucja na siłę. Pewne klimaty, opowieści rodzą sie same, a nie w wyniku cesarskiego cięcia. Robienie podziałów na “tych-co-robią” i “tych-co nie-robią” – strasznie mi się nie podoba.

  9. piotrekgawlinski mówi:

    ale taka jest właśnie linia demarkacyjna – “ci – co – robią” i “ci – co – nie – robią”, trafnie to określiłeś, taka jest rzeczywistość

  10. misza.c mówi:

    no i co że jest taki podział, moim zdaniem radykalizm jest ważny, ale nie dziwie sie ze ludzie tak was zaczynaja postrzegać – siłą rzeczy zaczynacie dzielić to co już dawno jest podzielone, ale jaki

  11. misza.c mówi:

    bedzie efekt?

  12. lem mówi:

    oto jest pytanie…

  13. piotrekgawlinski mówi:

    powtarzam, dzielimy tylko w tym sensie, że wskazujemy na problem, na kryzys, co i tak jest do dostrzeżenia przez każdego obserwatora rzeczywistości, bardziej niż dzieleniem zainteresowani jesteśmy jednak przyciągnięciem wykluczonych lub apatycznych do wspólnej twórczości,
    nie możemy tego robić bez wskazania na problem, w sobie i u innych,

  14. Kabe mówi:

    a ja wskazuję na naturalizm pewnych działań, czyli “nic na siłę”

  15. lem mówi:

    no tutaj jest konkretny zarzut

Napisz odpowiedź