Po kilku miesiącach jakie upłynęły od ogłoszenia Manifestu NT, czas w końcu sprawdzić wstępne efekty naszych działań, znaleźć odpowiedź na podstawowe pytania dotyczące NT(których nie można było ferować na początku drogi), sformułować pytania nowe (jeśli pojawi się taka potrzeba). Opadł już kurz po wydaniu pierwszego numeru, na ukończeniu jest numer drugi, jest to więc najwyższy czas na ożywienie dyskusji kilkoma refleksjami. Na blogu Nowego Tworzywa rozpoczynamy serię eseistyczno – analityczną, w założeniu dot. NT i wszystkiego co dzieje się wokół tytułu. Publikowane teksty będą analizami sytuacji, ocenami dotychczasowych dokonań, prognozami. Ku pokrzepieniu i rozszerzeniu świadomości nas wszystkich. Na początek „Śmierć etosu” Piotrka Gawlińskiego. Zapraszamy do lektury i ożywionej dyskusji.
ŚMIERĆ ETOSU
Etos umarł ! Ogłośmy jego śmierć na głównych placach miasta, na wszystkich płaszczyznach, także na tych, które są naszymi własnymi gałęziami. Odetnijmy jego iluzoryczne, martwe pozostałości, oczyśćmy przedpole z resztek złudzeń. Etos umarł, zanim jeszcze zdążyliśmy uświadomić sobie niebezpieczeństwo jego odejścia. W rzece, do której weszliśmy, wody starczyło tylko na obmycie kostek.
O co walczymy? Dokąd zmierzamy? Kim jesteśmy? Kim się staliśmy? O co walczylibyśmy dekadę, dwie dekady temu, trzy dekady, kiedy walka z reżimem, sprzeciw wobec systemu był szansą na aktywizację, kanalizował energię twórczą? Czy przebieralibyśmy się za krasnale, spędzali długie godziny w piwnicy z powielaczem? Czy przeżywając kolejną rocznicę Marca 68′ nie pociąga nas etos studencki z tamtych lat?[1] W wolnym kraju – tu podnie truizm – jesteśmy niemniej zniewoleni niż ci, którzy nas poprzedzili. Zbiór wartości, który kształtowałby głęboki, radykalny humanizm został zastąpiony zgodą na świat i jego zastanie, bezpieczeństwo mentalne i ekonomiczne zdusiło ducha kreacji, współdziałania obarczonego ryzykiem upadku i potłuczenia. Staliśmy się niewolnikami merkantylnych zmiennych, czekającymi z utęsknieniem na koniec terminowania w manufakturkach bezrobotnych magistrów. Pozostaje nadzieja, że w momencie wybuchu, w momencie tąpnięcia, w momencie próby pójdziemy w pierwszym rzędzie. Na razie wystarczyć musi podziwianie krasnali – figurek w okolicach wrocławskiego rynku.
Retoryka buntu
Nie ma lepszego języka na wyrażenie ducha emancypacji niż język marksizmu. Dlatego nikogo nie może dziwić retoryka, która dominuje w naszych programowych wystąpieniach, z Manifestem NT na czele. Ale nie o konkretną doktrynę tu chodzi, ale o wyzwolenie właśnie, wyzwolenie z ograniczeń rzeczywistości, które zgodnie dostrzegamy (mimo różnic światopoglądowych właśnie), wyzwolenie z samych siebie. Warunki w jakich przyszło nam żyć/tworzyć/rozwijać się są niezwykle trudne. Alegoria zastanej wody, na której nie gości ruch, dobrze oddaje sytuację na rynku mediów kulturalnych. Nie przypadkowo jednak wszelkie ruchy, które poruszają zastane od-męty, zwykliśmy nazywać falami. A więc czas na ruch, czas na działanie. Nową falę !.[2] Brzmi to oczywiście dosyć histerycznie, ale w naszym mniemaniu nastał w końcu czas na to by zacząć mówić prosto i dosadnie, histeryzować i mobilizować, straszyć – nawet za cenę śmieszności i oskarżeń o naiwność.
Alegoryczny wstęp dobrze oddaje to co aktualnie przechodzimy – my – młodzi humaniści, na początku drogi kulturotwórczej. Bo czyż, odrzucając nawet rozważania filozoficzne i retoryczną alegoryczność, nie odczuwamy jakiegoś braku, niedosytu ? Stawiamy pytania dotyczące reprezentacji (wynikające z braku tych, którzy mogliby nas reprezentować na rynku prasy kulturalnej), posłannictwa (z braku angażującej nas misji jakiegokolwiek tytułu na rynku) i radykalnej aktywizacji (z braku twórczego „ognia” większości pism i ich hermetyczności). A więc brak nam doskwiera. (Doskwierał?)
Powstanie spod kamienia
Zapyta ktoś: dlaczego tak długo zwlekaliśmy z działaniem w niekomfortowej sytuacji niedostatku?
Odpowiedź jest prosta. Byliśmy zdominowani takimi zmiennymi jak: wydajność, ilość, efektywność. Nasza twórczość podlegała ekonomizacji. W czasach żałoby po etosie, kiedy nie ucichło jeszcze echo pogrzebowej trąbki i werbli, a świeżo skopana ziemia nie została przyklepana, trudno było uwierzyć w zasadność i opłacalność działania. Sieroty przeżywały stratę. Zdominowani przez hegemoniczną wizję prowadzenia tytułu kulturalnego na jednostajnym rynku, wierzyliśmy do końca w pojawienie się medium, które stworzą za nas inni, a my również skorzystamy z tego tortu. Tym bardziej jesteśmy teraz winni NT energię i poświęcenie.
Odpowiadamy otwartością i zaangażowaniem na defetyzm, estetyczny eskapizm, zaczynamy formować Nowe Tworzywo hołdując osobistym gustom, ambicjom, pielęgnujemy własną dumę w opozycji do tytułów, które PO PIERWSZE – nas nie reprezentują i nie dzielą z nami doświadczenia ( chociażby z racji swojego „wieku”) PO DRUGIE – hermetycznie zamykają się nawet na własne środowiska twórcze, odrzucając metody wspólnej pracy, nie zabiegają o jednostki, których twórczy potencjał uległ skarłowaceniu.
Zadaliśmy sobie pytanie o tytuł, który jest „nasz”, z którym się utożsamiamy. O dziwo odpowiedź była jednoznaczna. Niezgoda na kształt, zamknięcie, środowiskowść rynku doprowadziła nas do Manifestu, który jest pierwszym aktem krytyki i rachunku sumienia w jednym. Rozglądaniem się pod stopami za kamieniem i prochem jednocześnie, prochem, którym możnaby posypać głowę – za opieszałość, niedowiarstwo, apatię. Manifest jest formą satori. Manifest jest ślubowaniem. Początkiem pokuty. Pytając o kondycje rynku – nie sposób zapytać o naszą kondycję. W naszych postawach, zachowaniach, sposobie myślenia o prasie kulturalnej/rynku tej prasy, świadomości odbijają się zasadnicze tendencje, kształtowane także przez nas.
Pytając o przyczyny: czy to wina pism (ich hermetyczności, ich zamknięcia, marazmu, kłopotów finansowych), czy to nasza wina (mamy zbyt mała siłę przebicia, jesteśmy za słabi, jest nas ogółem za dużo/za mało, nie mamy znajomości), stwierdzić trzeba już na samym początku, że znalezienie winnego nic tu nie zmieni! Wiele można zarzucić środowisku i rynkowi, ale jego główna bolączka, jest także integralną częścią nas i w nas znalazła swój najpodlejszy wyraz : ekonomizacja – komercjalizacja – zniewolenie umysłów merkantylnymi zmiennymi, które zmuszają do kładzenia nacisku na takie czynniki jak wydajność/szybkość/opłacalność/elastyczność/ilość!
Pytając o kondycje rynku – nie sposób zapytać o naszą kondycję. Tą drugą zmienną możemy korygować samodzielnie![3]
Program rewitalizacji twórczości - każdy artystą!
Właśnie nad tą cechą Nowego Tworzywa chciałbym się zatrzymać i podciągnąć ją do rangi wewnętrznego motta każdego, kto uwierzył w potencjał twórczej rewitalizacji. Ta cecha bowiem wyróżnia nas spośród innych tytułów, świadczy na rzecz naszej wyjątkowości – świadomość kryzysu własnego i innych. W kilku słowach o NT można powiedzieć po prostu:
artzin, nie spokrewniony z żadną opcją subkulturową, z zacięciem inteligenckim i naukowym, który mówi o kryzysie i odwołuje się do pokrzywdzonych przez ten kryzys. Zapytaliśmy samych siebie o naszą kondycję, a przez pryzmat własnych doświadczeń także o kondycje innych, będących w naszym bezpośrednim środowisku. Rozpoczęliśmy program przywracania do twórczego życia siebie i innych. Pisma, z którymi sąsiadujemy na intelektualnej mapie miasta powstały w momencie, kiedy kryzysu nie było jeszcze widać.
Etos zaangażowania i odpowiedzialności zgasł na naszych oczach już dawno, ale nikt nie zdołał uchwycić tego momentu. Potrzebowaliśmy czasu. Nas – od Innych, odróżnia to właśnie, że powstajemy w czasie kryzysu mentalnego całego rynku, ale także i przede wszystkim naszego środowiska, z którym powinniśmy wejść na tory dojrzałego intelektualizowania i animowania życia swojego i innych. Jesteśmy na etapie raczkowania, bo najpierw musimy do końca opracować i przetrawić program rewitalizacji własnego życia twórczego, potem zarazić innych, a dopiero później dyskutować o linii pisma i brać się za szczegóły. Być może nigdy nie wyjdziemy poza ten program, ale to również świadczy o wyjątkowości tego projektu. Pod tym względem jesteśmy neofitami. Nowymi dziećmi nowej wiary w twórczość. Mówimy wszystkim za Josephem Beuys’em: KAŻDY ARTYSTĄ !
Ten nowy obraz człowieka […] należy wywieść z ludzkiej kreatywności […]. Należy go wywieść z uzdolnienia, które pozwala człowiekowi być kreatorem, to znaczy: istotą twórczą. To jest właśnie zasada kreacji. Jak można to poznać – ba, to przecież człowiek jest tym, który stwarza historię – bo któż by poza nim?
Przecież nie zewnętrzne materialne stosunki lub – jednostronnie – środki produkcji, nieprawdaż, albo układ życia gospodarczego […] [4]
Powstanie spod szafy
Sieroty po etosie zatraciłby powoli zdolności przetwarzania rzeczywistości i reagowania na nią. Sieroty po etosie błąkałyby się po cmentarzu własnych, zaprzepaszczonych szans twórczej artykulacji, w którym obok grobów tych straconych okazji, czekałyby świeżo wykopane doły, na ich własne ciała. Nie jest pewne czy program odbudowy etosu twórczości ma w ogóle powodzenie. Należałoby, zachowując przynajmniej przyzwoitość wobec nadziei, powiedzieć, że udało nam się uratować w ostatnim z możliwych momentów. Pewni możemy być jedynie tego, że próbowaliśmy. Uczyniliśmy krok w kierunku odrzucenia Denkverbot[5], jak to nazywa Slavoj Żiżek, a więc postawy którą cechuje zgoda na świat i jego reguły – zakaz myślenia, zakaz kwestionowania – nie tylko mechanizmów rzeczywistości, ale także kwestionowania swojego w tych mechanizmach istnienia i umierania.
Nie ma piękniejszej alegorii ucisku i jego odrzucenia, nad tą jaką sformułował jeden z największych myślicieli rosyjskich Wasilij Rozanow. Przytacza ją Raoul Vaneigem w znakomitej „Rewolucji życia codziennego”:
Jak mówi Wasilij Rozanow, ludzie są przyduszeni szafą. Tylko odsuwając szafę, można będzie uratować przed nieznośną, wieczną męką całe narody. Czymś strasznym jest przygnieść choćby jednego człowieka. Chce oddychać i nie może. Szafa przygniata wszystkich, każdy otrzymuje swoją dawkę cierpienia. I wszyscy ludzie usiłują odsunąć tę szafę, ale nie wszyscy z tą samą siłą i determinacją. Przedziwna jęcząca cywilizacja.
Myśliciele zadają sobie pytanie: „Ludzie znajdują się pod szafą? Jakże się tam znaleźli?”
A jednak – znaleźli się. Jeśli zaś ktoś, w imię obiektywności, zaczyna dowodzić, że zrzucenie z barków takiego brzemienia jest niemożliwe, to każde jego słowo, każde wypowiedziane przezeń zdanie zwiększa nacisk szafy – tego przedmiotu, który usiłuje on uniwersalnie przedstawić za pomocą swojej „obiektywnej świadomości” […]
„Racjonalność szafy jest zawsze najlepsza” – oznajmiają tysiące książek wydawanych dzień po dniu, żeby znaleźć się w szafie. I chociaż wszyscy chcą oddychać – nikt nie może oddychać; i wielu mówi:
„Będziemy oddychać później”,
a większość z nich nie umrze,
ponieważ już są martwi.
TERAZ ALBO NIGDY.[6]
PIOTREK GAWLIŃSKI
[1] Tekst powstawał w marcu 2008
[2] MANIFEST NT, http://nowetworzywo.wordpress.com/2008/06/01/manifest-nt/#more-14
[3] MANIFEST NT, http://nowetworzywo.wordpress.com/2008/06/01/manifest-nt/#more-14
[4] J. Beuys, Każdy artystą, cyt. za: Zmierzch estetyki – rzekomy czy autentyczny, Czytelnik, Warszawa 1987, s 268 – 273, fragment dostępny także w Antropologia kultury, Wydawnictwo UW, 2005
[5] S. Żiżek, Rewolucja u bram, Pisma Lenina z roku 1917, Korporacja ha!art, Kraków 2006, s 305, Choć słoweński filozof formułuje swoje sądy odnośnie sfery polityki, w epoce biowładzy śmiało można je przenieść także na sferę kreacji.
[6] R. Vaneigem, Rewolucja życia codziennego, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk, 2004, s 45
Tagi: Nowe Tworzywo, śmierć etosu
