PO SPŁYWIE (refleksje)

By lem

Kolejne spotkanie z cyklu MOVIEWRO i kolejny sukces: artystyczny, frekwencyjny, towarzyski, animacyjny. O inicjatywach Sekcji Filmowej Koła Studenckiego LAPIDARIUM trzeba wyrażać się z samym uznaniem – dzięki nim DiKS zyskuje na jakości jako miejsce inspirujących wydarzeń kulturalnych, a my możemy w końcu doświadczyć wyjątkowych chwil w murach uczelni.

Ale przecież najważniejszy był dokument Jana Komasy “Spływ”, który miał swoją premierę we Wrocławiu. Nikt już nie ma wątpliwości, że to filmowa lektura obowiązkowa…

W tym filmie jest wszystko to, czego wymaga się od dokumentu. Zarzuci zaraz ktoś (i słusznie), że w przypadku gatunku tak niedoprecyzowanego definicyjnie, trudno w ogóle czegokolwiek wymagać od poszczególnego dzieła dokumentalnego. Dlatego może lepiej mówić o emocjach, które ten obraz tworzą, dzięki którym, śmiejemy się i wzruszamy na przemian, doświadczając drogi, przejścia, terapii razem z bohaterami. Doświadczamy spływu.

Zadałem sobie pytanie: czy zabrałbym się z kamerą na tego typu trip w dolinę Rospudy, czy odważyłbym się to zrobić dla sztuki, czy podszedłbym do tego wyjazdu z taką szczerością i oddaniem, bez cienia megalomańskiego poświęcenia się dla artystycznego rezultatu (gdybym był reżyserem oczywiście!) – Odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna…Za to też szacunek dla Komasy, że za kamerą pozostał człowiekiem do końca.

Cieszę sie, że reżyser ukazując zmagania ludzi z traumą nie popada w symfoniczne tony: że jest z nimi w czasie zabawy, wchodzi do ich namiotów, przysłuchuje się ich żartom i kłótniom i jest z bohaterem ciągle: nie cofa się nawet w trudnym momencie odejścia jednego z uczestników, nie ucieka z okiem kamery przed łzami, wytrzymuje, wstrzymuje nas w momencie wyznania największej traumy, traumy gwałtu, ośmieszenia , największego poniżenia jakie możemy sobie wyobrazić. Nie ma w tym dystansu – i choć czasem – ta bliskość może być nawet męcząca, jesteśmy na spływie po to, by go przeżyć razem z tymi ludźmi, z Janem Komasą także. Bo to (kurwa) nie są wakacje !!! To jest terapia “pojebańców” jak sami o sobie mówią uczestnicy. Wyzwania jakie stawia rzeka, są niczym w porównaniu do wyzwań jakie stawia przed nimi świat, w którym muszą na nowo sie odnaleźć…

Mocna, ciężka to terapia. Terapia w zbawiennych i jednocześnie miażdżących ramionach społeczności…Ona zawsze jest z tobą, gotowa cię wysłuchać, ale też i skarcić, wytknąć ci to, co robisz źle, wytknąć ci słabość i to, że ją wkurwiasz…Może cię odrzucić, zaraz jednak przywoła do grupowego “tuli, tuli”… Ciężka to terapia przez życie, przez spływ, przez smarowanie kanapek, poranną gimnastykę i zbieranie śmieci po obozie.

Piotr – opiekun grupy – postać wręcz archetypowa ze swoją siwą brodą jak apostoł Piotr, jak niewierny uczeń, który zszedł do piekła by wyciągnąć zabłąkane, zapomniane dusze – Znalazła się owieczka – mówi, kiedy przyprowadza z powrotem uczestnika, który wybierał się już z powrotem…W jednym zdaniu łączy ze sobą wyrażenia”Bóg” i “w dupę ruchany”, kiedy ktoś znajduje narkotyki na terenie obozu – To znak! – przekonuje – Bóg dał nam znak i przypomniał nam kim jesteśmy – jesteśmy gównem i to nie są (kurwa) wakacje ! – uczestnicy słuchają go w skupieniu, z szacunkiem, muszą być gotowi, bo w kieszeni każdego przechodnia może kryć się działka przekleństwa…Obraz tego człowieka zapamiętam na zawsze – Ja nie widziałem tak chujowego spływu – wykrzyczy na ognisku w manierze bohaterów Rejsu, by zaraz zapewnić: I kurwa nie będzie tak, gwarantuje wam to ! Żebym miał wrócić z piątką ludzi ! – pozostałby do końca, tak jak do końca wpatrywał się w swoją podopieczną, gdy ta płakała z boleści nad swoim cierpieniem…

Trudno jest nam wszystkim mówić, pisać, rozmyślać o tym wszystkim z perspektywy życiowej sytości i bezpieczeństwa…Zapośredniczony przez dzieło filmowe spływ pozwolił nam na dotknięcie tajemnicy upadku i powstania, pozwolił też na kilka zdań refleksji, już w bezpiecznej przystani, na brzegu.

PIOTREK GAWLIŃSKI

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 2 do “PO SPŁYWIE (refleksje)”

  1. o mówi:

    piotrek nic dodać, nic ująć. podczas projekcji rozbawienie przeplatało się ze wzruszeniem. wiele emocji, które mogliśmy w tym filmie obejrzeć, udzielało się publiczności. i tak jak już ci mówiłam, podziwiam reżysera za to, że umiał w bardzo ciężkich momentach nie rezygnować z filmowania, a jestem pewna, że nie było to łatwe. ani dla filmowanego bohatera, ani dla komasy po drugiej stronie szkiełka. to się chyba nazywa klasa w dokumencie. nie tylko filmowym, ale fotodokumencie też. ale my przecież nie o tym… ;)

  2. Kabe mówi:

    Ciekawa recenzja. Ja po obejrzeniu filmu zastanawiałem się, na ile przekonująca i skuteczna jest taka terapia dla tych młodych ludzi. Czy da im siłę na całe życie, czy raczej na krótki czas? Jak bardzo wierzą w to, że już nigdy nie wezmą dragów? W sumie końcówka to wielkie zwrócenie uwagi na postać Magdy, zarazem bolesny cios dla widza, ale według mnie-niepotrzebna ekspozycja. Myślę, że film warto było zobaczyć, tylko że TVP pewnie i tak nie puści, bo za dużo niecenzuralnych słów. W gruncie rzeczy, gdyby tak poważnie się zastanowić, to nie było się z czego śmiać. Tępota umysłowa, agresja słowna i fizyczna, nie tylko u narkomanów występuje, wiele osób przypominało mi “ziomków” z mojego osiedla.

Dodaj komentarz